Miejskie Centrum Kultury 

w Ostrowcu Świętokrzyskim

oraz autorzy

Zapraszają na otwarcie 

193 wystawy w Galerii Fotografii MCK

pt. nie- WAŻNE

wystawa fotografii w Galerii Fotografii MCK w Ostrowcu Świętokrzyskim, lipiec 2015

autorzy: wojciech beszterda / zofia kawalec-łuszczewska / stanisław pręgowski / piotr spek

Kwartet na serca i obiektywy

[…] Historyczne próby określenia istoty sztuki głoszą, że sztuka jest świadomą i celową wytwórczością. Arystoteles określa ją jako  „trwałą dyspozycję rozumu praktycznego do opartego na trafnym rozumowaniu tworzenia”, a Tomasz z Akwinu ujmuje w lapidarnej formule „Ars est recta ratio factibilium” (sztuka jest zasadą poprawnego wytwarzania tego, co zamierzone). Określenia te akcentują jedną z ważnych stron problemu sztuki.  Mianowicie, że jest ona jakością, cnotą ducha ludzkiego, którego podmiotem jest rozum tzw. praktyczny, czyli rozum ludzki wykorzystujący posiadaną wiedzę w działaniu, wytwarzaniu bądź postępowaniu (moralności).  I nie bez przyczyny przywołuję tu – wśród wielu istniejących – akurat takie definicje twórczości, bowiem postawy artystyczne kwartetu Beszterda, Kawalec-Łuszczewska, Pręgowski, Spek są na wskroś przeniknięte szczerością i moralnością – rozumianą w sensie pokory wobec widza i tematu. Wystarczy obejrzeć prace artysty by poznać jego duszę. Sposób wykorzystania przestrzeni, światła, kontrasty elementów, czy wybór tematu – to przecież swoisty dokument oparty na emocjach, a przede wszystkim doświadczeniu, autora.

„Zdjęcie to wyrażanie wrażeń. Jeżeli piękno nie będzie istnieć w nas samych, to jak w ogóle będziemy mogli je zauważyć?” pytał Ansel Adams.

Wspomniany kwartet nie tylko piękno w fotografii wyraża, ale też analizuje, poddaje eksperymentom by odsłonić jego naturę. Mimo różnic w obrazowaniu, mimo różnic w  wyborze metod badawczych, mimo wynikających z doświadczenia i osobowości różnic w  sposobach wykorzystywania aparatu fotograficznego jako narzędzia, i przede wszystkim różnic w wyborze tematu wszystkich autorów charakteryzuje badawcze skupienie na procesach poznawczych regulujących relacje między umysłem a docierającym do niego obrazem czy też jego odbiciem.

Beszterda (podobnie jak pozostali autorzy) kierując uzbrojone w soczewkę oko na formy elementarne buduje, czy tworzy raczej, graficzne mikroświaty, małe kosmosy, w których rytm i emocje pulsują w sposób tak doskonały jakby formami makro, wszechświatami całymi wręcz były. To swoista, Franciszkańska w wymowie, pochwała rzeczy najmniejszych. Źdźbło trawy jest formą życia, wiatr jest formą energii, ptak ważny tyle co i człowiek – we wszystkim odnajdujemy Boskie tchnienie, mądrość i zachwycającą nas organizację trwania w czasie. Przez zawartość pierwiastka Boskiego wszystkie formy są sobie równe, stąd opowiadając o najmniejszej, mówimy jednocześnie o największej. Mam nieodparte wrażenie, że aparat fotograficzny w rękach Beszterdy jest tylko pretekstem, by artysta mógł klęknąć w zachwycie i podzięce za niezmierną i nieskończoną piękność tego świata. Jego fotografie są czymś w rodzaju traktatów bliższych raczej filozoficznym rozważaniom na temat życia, niż aktem plastycznym. Umożliwiają poznanie tajemnicy w sposób nonetyczny, duchowy i umysłowy.

Kawalec-Łuszczewska w dociekliwości o charakterze niemal naukowym odsłania jedną z elementarnych tajemnic opisujących istnienie. Boskość światła, jego sprawcza moc, budzi do życia zjawiska i przedmioty. To za sprawą światła natura istnieje. Światło ma więc znaczenie symboliczne,  jak w teorii Arystotelesa wydobywa z mroku przedmioty i zjawiska, podobnie jak wiedza rozjaśnia mrok niewiedzy i  umożliwia doświadczenie przy udziale naszego poznania wzrokowego, ujawniając właściwości zjawisk i rzeczy. Jak powiada prof. Symotiuk: Rzeczy są sytuacjami, z których wyłaniają się procesy. Nie są więc ani „izolowanymi bytami”, ani elementem istnienia jakiejś większej całości: stanowią sytuacje toczących się odniesień. […] Każde z nich rozkłada się na miliardy innych, otwierających się na siebie nowych (sytuacji). Każda uwiera właściwy sobie układ wzajemnych odniesień, tworząc niepowtarzalną scenerię, w której toczy się życie: to jest właśnie genius loci, duch opiekuńczy miejsca i zagnieżdżona w nim tajemnica.

Pręgowski zawierza niedoskonałości – w przypadku znajdując upodobanie i dowód na  uporządko- wanie świata. Wg. Machiavellego: Lo­gika Bo­ga jest pętlą przy­padków i przeznaczeń, zatem autor poddając się roli „uwikłanego” w serię nieprzewidzianych zdarzeń rozgrywających się między techniką gumy szlachetnej a fotografią otworkową staje się jedynie narzędziem. Jego obrazy często powstające w niemal pierwotnym procesie fotograficznym, z pominięciem tworzonej przez człowieka doskonałej optyki, właściwości migawki fotograficznej i matrycy w sposób niedopowiedziany sygnalizują zjawiska i momenty, nikłe fragmenty, na podstawie których możemy podjąć próbę definiowania otaczającego nas świata.

Tu, na ziemi, dochodzą nas bowiem echa i cienie prawdy, oglądamy ją, poprzez zmysły, w jej warstwach i odbiciach, umysł zaś jest tym w człowieku, co jest w stanie sięgnąć dalej niż te zmysłowe echa i materialne podobizny i zobaczyć samą prawdę, tzn. inteligibilne istoty-pierwowzory rzeczy oraz sam szczyt wszystkiego, co istnieje – Dobro – Platon.

Spek w swojej artystycznej metodzie poddaje ocenie pojęcia piękna i doskonałości, podejmując foto- graficzne próby wizualizacji wyobrażeń i myśli związanych z krajobrazem. Myśli te określane są przez nakreśloną naszą świadomością wyobraźnię. Jak mawiał Einstein: Wyob­raźnia bez wie­dzy może stworzyć rzeczy piękne. Wie­dza bez wyob­raźni naj­wyżej doskonałe.

Zatem brak świadomości powoduje, że błądzimy w próbach opisania otaczającej nas rzeczywistości. W wyniku niemożności rozstrzygnięcia przez umysł o kształtach i ich funkcjach, dokonujemy nadinterpretacji. Czasem zjawisko to jest tak silne, że przyćmiewa swoją rangą rzeczywisty obraz jaki dociera do naszej świadomości. Zwizualizowane staje się jednak pięknym zapisem energii powstającej poprzez ścieranie się marzeń i doświadczenia wizualnego, opowiada o mitycznej krainie, która istnieje w naszych dążeniach i przeświadczeniu.

Autorzy wystawy nie-WAŻNE różni są w sposobach dociekania prawdy i metod jej poznania, ale spójni w zachwycie nad nią i konsekwencji – przesyconych artystyczną dociekliwością – prób odsłaniania kolejnych części Wielkiej Tajemnicy. Dla mnie jest to także niewątpliwa przyjemność obcowania z wydarzeniem, na poziom którego przekłada się jakość „pierwiastka ludzkiego” jego twórców. Jak mawiał Ansel Adams, o randze fotografii decyduje przecież nie aparat fotograficzny, lecz te dwadzieścia pięć centymetrów przestrzeni za nim.

dr Paweł Opaliński
Kielce, 10.05.2015