Wystawa “Sąsiadka” Tadeusza Rolke i Chrisa Niedenthala

„Sąsiadka”, wystawa dwóch polskich fotografów Tadeusza Rolke i Chrisa Niedenthala nie jest łatwa do zde niowania. Autorom udało się stworzyć dzieło w równym stopniu unikalne co nowa- torskie. Pierwszy pokaz wystawy miał miejsce w 2001 roku w Zachęcie w Warszawie, w 60. rocznicę spalenia w stodole w Jedwabnem ludności żydowskiej przez sąsiadów pod okiem Niemców.

Wcześniejsze próby określenia tej artystycznej narracji jako kcji fotogra cznej, fotogra c- znego eseju lub fałszywego dokumentu, wydają się niezbyt trafne. Najbliższym tej formie kreacji jest chyba arystotelesowskie mimesis, czyli naśladowanie, odgrywanie, wcielanie się w rolę z pomocą sztuki. Autorzy cytując rzeczywistość poprzez mimesis uczestniczą w pewnej dwoistości fotogra i, nadając swoim zdjęciom charakter zarówno dokumentalny, jaki metaforyczny.

Bohaterką wystawy jest kilkunastoletnia dziewczynka, którą fotografowie niejako „przyłapali” na codziennej krzątaninie w swojskim otoczeniu i bukolicznym krajobrazie. Tą dziewczynką jest Wietnamka. Na większości fotogra i jawi się jako autentyczna postać z sąsiedztwa. Jednak w końcowych obrazach wystawy znika, zostają po niej tylko zgliszcza i cienie.

Miejsce nie ma szczególnego znaczenia dla twórczości, jednak w przypadku tej wystawy jest szalenie istotne. Przestrzeń w której rozgrywa się ta opowieść to są sztetl, czyli żydowskie miast- eczka w Polsce i na Ukrainie tuż przed Holocaustem. Doskonałe kompozycje czarno-białych zdjęć wiodą widza ku przeszłości jeszcze tej nieodległej, jeszcze dotykalnej, w dodatku nie łatwej, bo dotyczącej losów Polaków, Żydów i Ukraińców. Projekt skupia się na problemie „obcego w naszym otoczeniu”.

Wystawa „Sąsiadka” będąc istotnym wkładem Tadeusza Rolke i Chrisa Niedenthala w debatę na temat stosunku postaw szowinistycznych wobec mniejszości etnicznych i religijnych, wiąże dwa pojęcia: sąsiedztwa i tolerancji. Antysemityzm, ksenofobie i uprzedzenia rasowe nie zniknęły wraz z zakończeniem II wojny światowej. Te postawy trwają nadal, przybrały tylko inną formę. W tym sensie ta wystawa jest formą przestrogi na dziś. Jednak autorzy nie mają gotowych re- cept, nie dają poprawnych odpowiedzi, raczej stawiają pytania w nadziei, że ich artystyczna wizja skłoni widza do myślenia i re eksji. Kieruje nimi wiara, że widzowie rozbudują i poszerzą przestrzeń ich fotogra i o własne doświadczenie i wrażliwość. Jakby chcieli powiedzieć OK, ważne jest nie tylko to, co tworzymy, ale jest również sztuką umiejętność w odczytywaniu stawianych przez nas znaczeń i symboli.

Forma wystawy – jej dokumentalny i metaforyczny charakter – nadaje jej pewien uniwersalizm znaczeń i sprawia, że jest tak samo zrozumiała na Kresach, jak i na Pomorzu. W jakimś stopniu wydarzenia na Ziemiach Zachodnich aktualizują jej tematykę, podobnie jak wcześniej uczyniły to publikacje naukowe na przykład książka „Sąsiedzi” Tomasza Grossa, czy lm „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego.

Pomorze było świadkiem największej migracji ludności w czasach nowożytnych. W ciągu za- ledwie dwóch dziesięcioleci w trakcie i po II wojnie światowej doszło tu do przesiedleń, liczonych w milionach ludzi.

Już w mrocznych latach powojennych mniejszości na „Nowych Terytoriach Polski” stały się przedmiotem politycznej opresji. Ostentacja, z jaką to czyniono sprawiła, że bezpowrotnie zniknęły z naszego sąsiedztwa dwie grupy etniczne Słowińców i Jamneńczyków. Pomorze to ciągle pogranicze i tygiel etniczny, gdzie pojęcie sąsiedztwa nabiera szczególnego znaczenia.

Stan świadomości mieszkańców Polski, jeśli idzie o sąsiedztwo, wielokulturowość i wielonarodowość, ciągle czeka na wsparcie. Któż lepiej jak nie perswazja sztuki i artyści mogą przyjść jej z pomocą?

Zdzisław Pacholski