Miejskie Centrum Kultury

w Ostrowcu Świętokrzyskim

oraz autorzy

zapraszają na wernisaż wystawy

XI DOROCZNA WYSTAWA FOTOKLUBU GALERIA MCK

27 marca 2015 r. o godz. 18.00 w Galerii Fotografii MCK, Al. 3 Maja 6.

Doroczne prezentacje fotografii autorów z kręgu ostrowieckiego Fotoklubu i Galerii MCK od początku prowadzone przez Andrzeja Ładę z wielu względów i dla wielu powodów zasługują na szczególną uwagę. Bazując na przyjacielskim kręgu fotografików o różnym rodowodzie pokoleniowym, w kolejnych edycjach wystawy ujawniają istotne dla świadomości fotograficznego obrazowania tematy i zjawiska. Andrzej Łada jako kurator wybiera z dorobku poszczególnych autorów te prace, które poświadczają nie tyle chłodne walory dokumentacyjne otaczającej rzeczywistości, ale przenoszą widza z potoczności widzenia w sferę sensów widzenia wnikliwego poprzez zauroczenie, zaniepokojenie aż do głębokiej refleksji. Mamy do czynienia z ucieczką od prozaiczności, potoczności w sferę kreatywnego widzenia z zauważaniem i do myślenia o otaczającej rzeczywistości. Wybrane do prezentacji prace mają dać prawdziwy wyraz o stanie ikonosfery naszych czasów i jednocześnie stworzyć przesłanie dla przyszłości o naszym, autorskim, niepokojącym rozumieniu zapowiadającej się przyszłości. Przeglądając w sposób kameralny, jak w dawnych albumach fotografii, prace przygotowane na wystawę (fotografia u swych początków nie była przedmiotem wystaw artystycznych), nie zważając na wiek i rangę poszczególnych autorów w życiu fotografii, postanowiłem podzielić się refleksją z tej pasjonującej wędrówki. Moje zauważenia i myśli są z oczywistych względów wybiórcze i skrótowe, ale być może przydatne dla widzów, może i autorów, jako ślad możliwych widzeń i rozumień, do ewentualnego dialogu na temat twórczości, a w niektórych przepadkach i sztuki. Oto moje zanotowania. Nie dziwi, że tegoroczną prezentację otwierają historyczne już prace Pawła Pierścińskiego „W matni” i „Trening”, które swym dynamizmem zakreślają przestrzeń myślową od zagubienia, samotności, osaczenia ludzi i wskazują tych, co biegną do utraty tchu w mglistej, niedookreślonej przestrzeni za iluzorycznymi środkami do niesprecyzowanych celów. Zatem nie piękno krajobrazu polskiego w Pawłowym wydaniu patronuje temu artystycznemu przedsięwzięciu, ale jego refleksja o człowieczych rachowaniach i kondycji jednostki ludzkiej w społeczeństwie. O pokolenie młodszy Jerzy Soiński w ciasnych kadrach wyjętych z puszczy nie daje wyrazu jej ponadczasowych sił witalnych, ale podkreśla jej umieranie, nieuchronność rozpadu w czasie. Może dla niektórych będzie to wyraz estetycznego zachwytu nad pasożytniczymi hubami żerującymi na martwym drewnie, czy też urokliwymi strukturami przemiany mocarnego pnia w drzazgi, ale taka potoczność odczytania jest tu pozorna. Monumentalne, ponadczasowe skały Krzysztofa Kasprzyka, przesłaniające otwartość przestrzeni, widok na niebo i słońce zaledwie chronią przed wiatrem młode iglaki, które wbrew przeciwnościom losu demonstrują swe siły witalne. Co prawda, estetyczne walory miękko formowanych powierzchni skał jak też ostre świerkowe igły chciałyby zaprzeczyć tym nierównym szansom. Powróćmy zatem do otwartych przestrzeni krajobrazów Grzegorza Górnisiewicza. Zimny, zimowy pejzaż unifikująco pokryty śniegiem, w którym sylwetowo majaczą drzewa na horyzoncie, został brutalnie rozorany mechanicznym pojazdem na podobieństwo sztuki ziemi. Nad inny śnieżny obraz ziemi nadciągają złowrogie ciężkie chmury. Jakże dalekie to od raju na ziemi czy niebiańskiego spokoju. Może zatem leśne ostoje Adama Białowąsa dadzą odrobinę wytchnienia, ale one też poprzez nienaturalnie wygięte konary kierują nasz wzrok w kolejny pokrętny motyw i mgliste widoki na otwartość dalekich przestrzeni. Jarek Kowalski z cieni w sepiowym pejzażu buduje dynamiczne, emocjonalne struktury. Podobnie Grzegorz Sideł poprzez zimne, sino-błękitne różo-fiolety wodnych pejzaży i diagonalne kamienno-drewniane przybrzeżne falochrony dynamizuje nieprzyjazny człowiekowi żywioł natury. Odrobinę złocistej świetlistej nadziei ujawnił w obrazach duktów leśnych przestrzeni. Plastyczne interwencje w naturę krajobrazu ukazuje Joanna Szymczuch. Wysmakowane barwy i tkackie struktury materii chochołów czy strachów polnych formowanych na podobieństwo ludzkich figur balansują na granicy reifikacji i antropomorfizacji. W przestrzenne wytchnienie i estetyczne wyciszenie wprowadzają nas obrazy rozlewisk Jarosława Wójcika. W ciszę rajskiej natury przenosi malowniczy ptasi desant Paweł Jabłczyk. Po mistrzowsku prezentuje podpatrzone struktury ptasich skrzydeł – symbolu wolności w przestrzeni. Naziemnym wyrazem pędu jest koń w fotografiach Dominiki Jakubowskiej. Wnikliwie podpatruje moc i żywioł końskiej potencji. Woda i światło i zjawiskowość natury dopełniają całości. Nostalgiczne krajobrazy zabytkowego miejskiego parku to obrazy Aleksandry Wasilewskiej. Trwałość i zatrzymanie w czasie i w mglistej cichej przestrzeni emanują z tych prac. Jakże kontrastowo krzykliwe barwą i wibrującą strukturalizowaną formą emanują prace Cezarego Łutowicza. Nie można odmówić im kompozycyjnego smaku. W ciasnej miejskiej przestrzeni można spotkać tajemnicze, nieoczekiwane zderzenia Zbigniewa Trysińskiego: powszedniości z radykalizmem nowych form znaczących (graffiti, cienie) i pośród tego przemykające postaci, sylwetki. I wreszcie rozgardiasz dziecięcego barwnego żywiołu w obrazach Aldony Partyki. Zapewne tylko dzieci czują się zawsze jak u siebie, nawet pozując, co nie musi być fotograficzną nieprawdą jak w przypadku fotografii portretowej (młodość vel starość). Waldemar Baka preferuje dynamiczne, interaktywne formy portretowania oparte na układach diagonalnych i kulturowych innowacjach. Zaskakuje Andrzej Łada, dając sugestywny wyraz swej fascynacji teatrem Leszka Mądzika i wyraz własnej twórczej dynamiki, w trzech duetach portretowych. „Barokowe” światło z ciemności wydobywa postacie: sino zielonym bądź złocisto ciepłym tonem, ale też potęgowane jest teatralną ekspresją. Zwyczajnie niezwyczajnymi kontekstowymi portretami intryguje Hubert Kochański wedle zasady: każdemu jego kontekst. Z szeroko rozumianej tradycji fotograficznego obrazu wyłamuje się Justyna Gentile Łada, prezentując niezwykle jasne w tym gronie obrazy aktów w performatywnej akcji podkreślanej gestem. Tropem kobiecej barwnej lekkości prowadzą widza prace Michała Czarneckiego. Jego lustrzany dialog realności i jej obrazu dookreślony został dychotomią: walor / kolor, stając się nad wyraz sugestywny. Również formę dialogu, tym razem światła z cieniem, podjęła Aleksandra Skorżyńska w ciepłych portretowych wizerunkach dopowiadanych gestem. W przestrzeń publiczną wprowadzają prace Stanisława Dulnego, w której galeryjny widz podgląda ulicznego widza w kontakcie z rzeczywistością godną zastanowienia. Fotograficzne podglądanie przebojowej urodą młodości, osaczonej obcą przestrzenią, jest domeną Huberta Kochańskiego, ale też Katarzyny Kwiatkowskiej, która preferuje intymne, domowe pielesze. Maciej Strąpoć zaskakuje mocarnymi w swej „rzeźbiarskiej bryłowatości” aktami. Z pogrążonych w czarnej przestrzeni postaci resztkami kontrastowego światła wydobyta zostaje ich monumentalność i na moment zatrzymane w bezruchu ich siły witalne. Tomasz Lenart, jakby w opozycji do powyższego, odkrywa zauroczenia modeli w ich nieśmiałości pierwszych kroków ujawniania swoistości. Wyabstrahowane rysowane formy w przestrzeni, ich architektonika, balansowanie pomiędzy statyką i diagonalną dynamiką – to obrazowe widzenia Andrzeja Kosikowskiego. Niemal czystą graficzność obrazu fotograficznego zaprezentował Jarosław Wójcik. Pouczające dla publiczności są dwie drogi (realna z rowerzystą i abstrakcyjna jako ciemna smuga) Artura Dziwirka. Katarzyna Kwiatkowska w architektonice zimnych kamiennych form upatruje czystych doznań przestrzeni tyleż realnej, co wyabstrahowanej. W ciemnej kosmicznej przestrzeni Magdaleny Wolf, inspirowanej muzyką Davida Bowe, odnajdujemy formy idealne (kula), ale też bryły kamiennopodobne. Jej portrety / maski przekornie reifikują świat ludzi. Natomiast w pracach Mirosława Radomskiego w ziemskiej, architektonicznej, opuszczonej, zrujnowanej, świecącej oczodołami okien, pustej przestrzeni snują się człekopodobne duchy. Cienie jako ślad obecności wykorzystuje Max Kania sugestywnie, dynamicznie i przekonująco. Struktura barwnych form, przenikające je światło (ale też ślizgające się po ich miękkich kształtach) stanowią o koncentrycznej poetyce prac Ewy Gawlik. Również barwna malarskość fotografii Zbigniewa Trysińskiego wzrusza zjawiskowością jesiennych efektów. Intryguje pomysł kontrobrazów figur świętych Weroniki Pękalskiej jako sposób przeniesienia ich w świat ponadrealny. Realność naszej ikonosfery, w której zderza się wielkość przeszłości z codziennością, w tym również agresywną popkulturą – to sugestywne fotodokumentacje Grzegorza Gałęzia. Wreszcie najostrzejsze interwencje nie tylko wizualne, ale i mentalne w naszą publiczną sferę, jakimi są uliczne manifestacje czy też brutalne zadymy. Obrazują to pełne ekspresji prace Katarzyny Pater. Puentują te kwestie pełne powagi obrazy Wojciecha Różalskiego z wyrazistym, zeszytowym adresem. W innym świecie, jaki stanowi muzyczna rzeczywistość młodego pokolenia, świecie przepełnionym żywiołem ekspresji, zwielokrotnionym rytmem, utopieniem przestrzeni w wszechogarniającej świetlnej barwie świadomie porusza się Stanisław Dunin-Borkowski. W świat wykwintności tańca klasycznego i muzyki poważnej wprowadza nas Marcin Kotkowski. Który świat jest bardziej nasz? To zależy, kto pyta. Żyjemy w świecie wielości rzeczywistości i fotografia to rejestruje. Być może jest to świat do naprawy, jak sugerują prace Wiktora Zajączkowskiego. Jak czytający powyższe zauważyli, moje demokratyczne zwiedzanie poszczególnych prac i autorskich zestawów pozostawiło na uboczu walory techniczne i technologiczne związane z fotograficznymi umiejętnościami (one powinny być). Skupiłem się na ewentualnych możliwych zrozumianych jakościach i sensach, które niekoniecznie mogły być autorskim zamiarem, ale na pewno prawem widza. Namawiam widzów tej kolejnej już edycji Dorocznej do korzystania z tego prawa i błądzenia po wystawie własnymi ścieżkami emocjonalnymi i intelektualnymi równocześnie. Chapeau bas organizatorom i kuratorowi wystawy Andrzejowi Ładzie.
Marian Rumin